Partner artykułu czytaj ten artykuł
Przywędrowały do nas z Francji, bo to tam powstają najsłynniejsze preparaty wykorzystujące wody termalne z Vichy czy La Roche-Posay. W Polsce można je kupić tylko w aptekach, dlatego często nazywane są kosmetykami aptecznymi. Czym są dermokosmetyki? Jak je dobierać i kiedy stosować? Podpowiadamy razem z dr Katarzyną Pękala, managerem ds. naukowych L’Oréal Polska.

Podstawową zasadą minimalizmu jest celowość. Eliminujemy wszystko to, co przypadkowe, a za to świadomie poświęcamy czas, miejsce i pieniądze na starannie wyselekcjonowane przedmioty, doświadczenia i… ludzi. Minimaliści twierdzą bowiem, że otaczanie się zbędnymi gadżetami czy zobowiązaniami uniemożliwia nam szczęśliwe życie. I coś w tym jest. Pomyśl, ile razy wybiegasz z domu z poczuciem winy, że znowu nie nałożyłaś kremu pod oczy i zapomniałaś zastosować serum zwężające pory. W drogeriach i aptekach piętrzą się produkty na bardzo konkretne problemy skórne. Gdyby się nad tym zastanowić, każdy centymetr kwadratowy mojej twarzy musiałabym smarować innym preparatem – bo na policzkach mam popękane naczynka, na czole przebarwienia, na nosie skóra się łuszczy, na podbródku pojawiają się niedoskonałości, skóra pod oczami, wiadomo, jest delikatna, więc wymaga specjalnej pielęgnacji. A do tego oczyszczanie, tonizowanie, ochrona przeciwsłoneczna. Nic dziwnego, że każda półka w mojej łazience jest zastawiona produktami. Większości z nich wprawdzie nie używam regularnie, ale lubię mieć poczucie, że w razie czego mam specyfik na wszystko. Włącznie z trądzikiem różowatym, AZS i przetłuszczającą się skórą, choć te trzy przypadłości omijają mnie szerokim łukiem.
Zastanawiam się więc, czy da się zredukować mój stan kosmetycznego posiadania do minimum? Czy potrzeby mojej skóry będą zaspokojone, gdy zamiast 15 kosmetyków będę używała pięciu? Przez tydzień, ku uciesze mojego partnera, żyję jak minimalistka. Stawiam na kompleksową, wielofunkcyjną pielęgnację i kilka naturalnych rozwiązań. Rezultaty są zaskakujące.

Oczyszczanie

Choć niektóre promotorki pielęgnacyjnego minimalizmu twierdzą, że poranne mycie twarzy można sobie odpuścić, bo wystarczy zwilżyć ją wodą i wymasować opuszkami palców, ja czułabym się brudna, pomijając płyn micelarny czy żel do mycia twarzy. Rano sięgam więc po produkt 3 w 1, czyli micelarny żel Vichy Pureté Thermale (ok. 55 zł/300 ml). Żeby było szybciej, stosuję go bez wody – nakładam na wacik, przecieram twarz i już. Skóra jest oczyszczona, stonizowana i odświeżona.
Wieczorne oczyszczanie już takie szybkie nie jest. Wiem bowiem, że to jeden z trzech filarów zdrowej, pięknej skóry. Na początek sięgam więc po domową mieszankę oliwy z oliwek (3 części) i oleju rycynowego (1 część). Wmasowuję w zwilżoną twarz, a następnie spłukuję. To świetny sposób, aby pozbyć się z twarzy sebum i wodoodpornego makijażu. Tłusta, oliwkowa warstwa będzie blokowała skuteczne przenikanie składników odżywczych z serum czy kremu, dlatego sięgam po poranny żel micelarny. Tym razem nakładam go na twarz dłońmi, masuję i spłukuję, aby skóra była doskonale oczyszczona i gotowa na pielęgnację.

Serum

Odkąd kilka lat temu pojęłam rolę serum w pielęgnacji przeciwstarzeniowej, nie rozstaję się z tym specyfikiem. Oczyszczona skóra wręcz prosi o to, aby zbombardować ją dobroczynnymi składnikami. Jesienią wybieram serum z witaminą C, które rozjaśnia poszarzałe oblicze i wyrównuje koloryt skóry. Zimą wolę serum w formie olejku. Wybieram produkty zawierające roślinny skwalan, witaminę C czy olej marula. Dzięki temu nie tylko nawilżają, ale też wygładzają i uelastycznia skórę. Doskonały sposób na to, by zabezpieczyć twarz przed działaniem mrozu!
Nawilżanie i ochrona przeciwsłoneczna
Dwa pozostałe filary pięknej skóry to obowiązkowe nawilżanie i ochrona przed działaniem promieniowania słonecznego. Na szczęście, można obie te kwestie załatwić za jedną aplikacją. Trzeba tylko wiedzieć, po jaki produkt sięgnąć. Krem nawilżający z filtrem SPF 10 czy 20 to żadna nowość. Ale nawilżająca emulsja, która do tego będzie opóźniała procesy starzenia i ochroni miejską skórę przed działaniem smogu? Za takie wynalazki kocham apteczne marki! Slow Age (ok. 100 zł/50 ml) to preparat nawilżający, przeciwsłoneczny, przeciwzmarszczkowy i przeciwsmogowy w jednym. Ma filtr SPF 25, więc nadaje się do stosowania przez cały rok i faktycznie chroni przed promieniowaniem UVA i UVB. Lekka konsystencja sprawia, że szybko się wchłania i świetnie nawilża skórę. Jest doskonałą bazą pod makijaż, ale jeśli twoja cera nie ma przebarwień i niedoskonałości, nie musisz jej już niczym przykrywać. Slow Age stosuję od kilku miesięcy i zauważyłam różnicę. Moja cera jest bardziej promienna, nie pojawiają się nowe przebarwienia, a zmarszczki zdają się trzymać z daleka.

Złuszczanie i maska

Codzienna pielęgnacja w wersji mini-max ogranicza się do oczyszczenia, serum i nawilżenia. Jednak doskonale wiem, że dwa razy w tygodniu muszę rozprawić się z martwym naskórkiem i korzystając z faktu, że po peelingu skóra doskonale chłonie dobroczynne składniki, sięgam jeszcze po głęboko nawilżającą maskę. Najpierw peeling: najbardziej lubię te enzymatyczne, które stosuje się jak maseczki. Peelingująca Maska Rozświetlająca od Vichy zawiera kwasy AHA i wulkaniczne drobinki. Łączy więc peeling chemiczny z bardzo delikatnym działaniem mechanicznym. Nakładam ją na oczyszczoną skórę twarzy. Po pięciu minutach robię masaż twarzy, a następnie spłukuję. Skóra odzyskuje blask, pobudzone zostają procesy regeneracji naskórka. Zaraz potem nakładam maskę w płachcie, która w pół godziny nawilża skórę i wyrównuje jej pH. Masek w płachcie jest chyba więcej niż odcieni szpilek od Louboutina, więc z łatwością można znaleźć coś dla siebie. O ile koreańskie rytuały pielęgnacyjne, składające się z kilkunastu kroków, dla większości z nas są zbyt skomplikowane, o tyle maseczka w bawełnianym płacie to doskonały sposób na piękną cerę – pod każdą szerokością geograficzną.

Rezultaty

Tydzień urodowej minimalistki zleciał mi błyskawicznie. Poranne przygotowania z prysznicem włącznie zajmowały kwadrans, a wieczorami, zamiast spędzać godzinę przed lustrem, wylegiwałam się w łóżku z książką. Mój partner był zachwycony, że skończyłam okupację łazienki, a wygląd mojej skóry właściwie się nie zmienił. Wniosek? Wszystkie produkty, które do tej pory stosowałam, mogę z powodzeniem zastąpić pięcioma specyfikami. Oczywiście nadal mam w łazience arsenał kosmetyków, bo nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się pryszcz czy naczynka zaczną znowu pękać. Ale jedno jest pewne: przy następnym wakacyjnym wyjeździe pakowanie kosmetyczki zajmie mi chwilę. I skończą się dylematy dotyczące tego, co zostawić, a co przełożyć do mniejszego słoiczka.